31/03/21
Dawno nie czułam się tak samotna, opuszczona, jak dzisiaj. No i może wczoraj. Mama wróciła do domu. Była awantura. Zapytała mnie ile ważę - błąd. Pokłóciłam się. Przeprosiła, mówiąc, że nie to miała na myśli. Zabrałam się za robienie obiadu, Kuba oczywiście był pierwszy przy mnie, na pewno chcąc dobrze, ale z mojej perspektywy wyglądało to jakby po raz kolejny chciał mnie wyręczyć. A przez to, że ciągle słyszę jaki to on jest cudowny i ile robi w domu, czuję się jakbym musiała z nim o coś konkurować. Nie wiem o co. Mam wrażenie jakbym musiała zabiegać o miejsce w moim domu, w mojej rodzinie. Więc rzuciłam tylko krótkie, ostre „nie”, na co on, po raz kolejny znajdując się w takiej sytuacji, zebrał się, wsiadł do auta i pojechał na rower. A ja, jak zwykle, zostałam sama w kuchni, płacząc nad kolejnym głupim postem. Wczoraj - dzień prawie idealny. Zaczęłam zeszlifowywać stary nadruk z deski Kuby, o czym, wydaje mi się, że mówiłam mu wcześniej, ale kiedy wrócił do domu, popatrzy...