24/03/21

 Nie zdałam wf-u, czyli tym samym nie zdałam semestru. Jedyne co muszę zrobić to wysłać albo zanieść wniosek o przyjęcie warunkowe. Nie stresowałam się tym za bardzo, bo rozmawiałam z panią z sekretariatu i wszystko mi wytłumaczyła. Szczerze powiedziawszy, mimo wszystkiego co się ostatnio działo, czuję się całkiem dobrze. Albo w zasadzie - czułam się dobrze. Moja matka ewidentne dzisiaj ma dzień nienawiści do mnie. Rano na mnie nawrzeszczała, żebym może się za siebie wzięła bo wyglądam strasznie i się w ogóle nie ruszam, po czym nastąpiło kilka godzin ciszy, kiedy akurat nie było jej w domu, a chwilę po powrocie kazała mi przeczytać, co dokładnie napisali mi w liście z uczelni. Przeczytałam, wiedząc, że to co jest napisane to formułka, a moja sytuacja wygląda zupełnie inaczej, ale do niej najwyraźniej dotarły tylko słowa „niezaliczenie semestru” i „skreślenie z listy studentów”. Tak więc, ewidentne wytrącona z równowagi tymi hasłami, zaczęła się po mnie drzeć, krzyczeć, że nie wie jak mogłam to tak spierdolić, wyzywając mnie przy tym od idiotek, debili, po czym trzasnęła drzwiami i kontynuując swoją litanię, tak żebym słyszała każde słowo krytyki i splunięcie jadem, zeszła na dół. Szczerze mówiąc, podejrzewam że dzisiaj się już do mnie nie odezwie, albo ewentualnie wieczorem dalej poprowadzi swoją krucjatę przeciwko mnie.

Wiem, że jestem słaba, że brakuje mi motywacji do czegokolwiek, że w prawie niczym nie widzę sensu, ale ostatnio naprawdę zaczęłam w końcu siebie akceptować, w końcu udało mi się być szczęśliwą, dobrze się czuć. A to naprawdę nie jest proste do zdobycia, a utrzymanie tego stanu jest okrutnie kruche. Najmniejsza pierdoła jest w stanie na nowo wrzucić mnie w wir myśli samobójczych, w fale nienawiści do samej siebie, ocean samokrytyki i wichurę głosów mówiących, że nie wystarczam. Co jakiś czas pojawiają się myśli, że nie jestem wystarczająco dobra dla Kuby, że na niego nie zasługuję, że lepiej by mu było z kimś innym. On oczywiście stara się te myśli u mnie wyplenić, a ja maskuję moje lęki i kompleksy żartami i sarkazmem, ale one ciągle są we mnie, nie znikają, jedynie chowają się na chwilę, lub leżą uśpione, czekając na moment słabości. Nie potrafię tego wszystkiego z siebie wyplenić. Plany samobójcze, myśli, że wszystkim byłoby lepiej beze mnie wciąż wracają. Za każdym razem podobne, ale całkowicie różne, jak fale - pochłaniają mnie i nie pozwalają oddychać.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

22/01/22

08/02/22

07/05/2016