Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2022

31/01/22 — essay

      One thing I’m afraid to lose   Everyone is scared of losing something. Be it health, wealth, love or even a favourite plushy or comfort blanket from their childhood. No matter how brave or strong someone is, the fear of losing something or someone is always present — it is part of human nature after all. We get emotionally attached to things present in our lives. Most people would probably say that they are afraid to lose their family, that they cannot imagine losing their mom or dad or a sibling, because they mean the world to them. Others would be scared of losing their job or their home, as their life depends on it. While it may be unusual, I would have to say that the thing I’m afraid of losing the most is, quite honestly, myself or my love.   It must sound selfish, right? Am I not scared of my parents dying? Or my cat? Or losing my boyfriend? Of course I am. I have a lot of anxiety about those things happening, but I am aware that most of them are jus...

22/01/22

 Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że to nie ja jestem odpowiedzialna za jego emocje. I zaczęłam to w końcu akceptować. Jego depresja nie jest moją winą. Nie ja zawiniłam, tylko lata spędzone z jego ojcem alkoholikiem, którego zresztą częściej nie było niż był, przewrażliwioną matką i systemem, w którym facet jest wyśmiewany za każdym razem kiedy prosi o pomoc czy odkrywa wrażliwą stronę. Zarówno on jak i ja mamy swoje nieprzepracowane traumy, lata wyuczonych mechanizmów obronnych, które stworzyliśmy żeby przetrwać, których teraz musimy zacząć się oduczać. A nie jest to proste zadanie, mimo, że może tak brzmieć; bo oznacza to mniej więcej tyle, że musimy zacząć kwestionować wszystko, co do tej pory nazywaliśmy naszym charakterem, naszą osobowością i zacząć to rozbierać na części pierwsze, starając się dotrzeć do źródła, starając się oddzielić mechanizmy używane w trybie przetrwania, te które przez lata zadawanej traumy pozwoliły nam przeżyć, od tych zdrowych. 

20/01/22

 Znowu czuję się odpowiedzialna za emocje drugiej osoby. Pierwszy raz widziałam go tak podirytowanego, czy nawet wkurwionego. Bałam się go. Bez żadnych słów sprawił, że poczułam się mała, chciałam się schować, uciec, żeby nie oberwać, choćby werbalnie, bo w takim otoczeniu się wychowałam i jestem nauczona, że obrywam rykoszetem ilekroć ktoś mi bliski (zazwyczaj był to jeden z rodziców, czyt.: matka) jest w złym humorze i najbezpieczniejszą opcją jest się schować, zniknąć, żeby nawet przypadkiem nie zezłościć drugiej osoby. I najbardziej pojebane jest to, że za każdym razem wyczuwam najmniejsze zmiany w emocjach drugiej osoby, szczególnie tak mi bliskiej jak Kuba, i odbija się to na mnie, bo czuję się odpowiedzialna za nastrój tej osoby i zaczynam analizować, czy przypadkiem nie zrobiłam czegoś złego, bo to na pewno moja wina, na pewno nie chce mnie teraz widzieć. Dzisiaj już sprawdziłam autobusy, żeby wrócić na noc do domu, żeby nie wchodzić Kubie w drogę, ale nie chcę też zostawia...

18/01/22 + 20/01/22

 Myśli wypowiadane w eter, czyli ból, który spotkał się z ciszą „naprawdę mi zależy…” „Jeśli będziesz chciał porozmawiać to jestem, a jeśli nie, to powiedz, ja po prostu czekam” „… kocham cię…” - w odpowiedzi usłyszane tylko ‚tak, wiem’ „dam ci tyle przestrzeni ile potrzebujesz…” - powiedziane podczas odsuwania się na tyle, żeby go jakkolwiek nie dotykać leżąc w łóżku, mimo, że bolało mnie to jak cholera, bo czułam tą przepaść między nami „Jestem… i czekam, jeśli cokolwiek potrzebujesz” „Po prostu ze mną porozmawiaj… proszę… nie wychodź bez słowa, to najgorsze co mógłbyś zrobić…” „…jeżeli masz mnie dość to po prostu powiedz… ja zrozumiem, pójdę sobie… nie chcę być dla ciebie obciążeniem, a wiem, że potrafię być ciężka… po prostu powiedz i zniknę, nie będziesz musiał mnie nawet więcej widzieć…” • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • „Mam wrażenie, że nie chcesz mnie dzisiaj widzieć, w ogóle. Więc za pół godziny mam autobus. Pojechać na noc do domu?” ...