Posty

9/07/24

 Po czasie zaczynam rozumieć wiele rzeczy. To, że tworzymy to kim jesteśmy przez całe życie, to, że nie robimy tego sami. To, że czasem spotykamy na swojej drodze przypadkowe osoby, które okazują się być bardzo ważnymi elementami układanki jaką jesteśmy.  W życiu bym nie pomyślała, że ludzie poznani z przypadku na festiwalach tak bardzo mi pomogą znowu być sobą, pomogą naprawić to, co inni przed nimi zniszczyli w momencie kiedy byłam bardziej podatna na krzywdę; że jeden z tak przypadkowo poznanych kumpli tak polubi mój projekt, że zmotywuje mnie to do kupienia maszynki, tylko dlatego że stwierdził, że jak nauczę się dziarać, to specjalnie przyjedzie sobie zrobić u mnie dokładnie ten rysunek, który w momencie jego tworzenia jeszcze w technikum spotkał się ze słowami „no dzieło sztuki to to nie jest” od osoby mi wtedy najbliższej. I że faktycznie przyjedzie z Rzeszowa żeby mieć to jako swój pierwszy w życiu tatuaż! Podobnie nie spodziewałam się zakochać w 15 lat starszym faceci...

24/02/22

 Jestem w domu już ponad tydzień. Nadal nie czuję się jakbym miała gdzieś swoje miejsce, nadal nigdzie nie czuję się bezpiecznie na tyle żeby po prostu być. Nie chcę być. Tak po prostu. Jestem tak pełna stresu i bólu i bezsensu że wybucham przez najdrobniejsze rzeczy. Cały czas stąpam po krawędzi żyletki. Zdam studia, czy nie? Związek się do końca rozpadnie, czy nie? Będę żyć, czy nie? Nie wiem nic. Jestem wykończona, przede wszystkim samą sobą. Nie kontroluję własnych emocji czy nawet myśli, które ciągle krzyczą. Ja po prostu już nie chcę. Jestem o krok od ponownego wzięcia żyletki w rękę i dwa od skończenia ze sobą. Ja nie potrafię. Nic nie potrafię, wszystko psuję czy tego chcę czy nie. Związki nigdy mi nie wychodziły i nadal tak jest, zawalam studia bo nie potrafię się zabrać do zrobienia zaliczeń, mimo że desperacko próbuję; nie potrafię już nawet być „prawie idealną córką”, która robi obiad dla wszystkich czy bez mrugnięcia okiem pomaga sprzątać, bo za każdym razem jak pytają...

15/02/22

 Jeżeli ktokolwiek to czyta to chciałabym od razu przeprosić, jeżeli zrobiłam coś głupiego, bo na ten moment jestem coraz bliżej i chcę żeby to wszystko przestało w końcu boleć, chcę w końcu być szczęśliwa, chcę przestać wszystkim przeszkadzać i marnować powietrze i czas innych ludzi.  Za każdym razem jak zaczynam być szczęśliwa, coś zaczyna się psuć i za każdym razem boli coraz bardziej, z każdym kolejnym razem jest mnie coraz mniej. A tym razem może mnie naprawdę zabraknąć, bo zainwestowałam w Kubę całą siebie, nigdy nikogo nie kochałam tak jak jego. On najprawdopodobniej będzie moim końcem, moim ostatnim, tylko nie w takim sensie jak liczyłam. Nie będzie tu happy endu, to nie film czy książka, nie fikcja, tylko prawdziwe życie. Naprawdę chciałabym w końcu być kochana tak jak ja kocham drugą osobę, ale wiem, że nigdy tego nie znajdę, może nawet nie zasługuję na bycie szczęśliwą. Na razie siedzę w niepewności, czyli chyba w najgorszym stanie w tej sytuacji, bo nie wiem na co ...

14/02/22 - walentynki

 Nadal czuję się wykluczona ze wszystkiego. Niechciana. Jakbym tylko zajmowała przestrzeń i marnowała powietrze oddychając. Jakbym nieumyślnie wszystko robiła źle, wszystko psuła, mimo, że chcę jak najlepiej dla wszystkich nie czuję się kochana przez Kubę. Zamieniliśmy dzisiaj może ze dwa słowa i to takie niewiele znaczące, a ton jakim do mnie mówi jest zimny, oschły, jakby Kuba miał mnie dość. Może tak jest. Może jestem niepotrzebna, niechciana, niekochana. Nie wiem czy on mnie jeszcze kocha. Nie wiem czy w ogóle był we mnie kiedykolwiek zakochany i nie wiem czy uważa mnie nawet za ładną, czy mu się podobam, czy po prostu mnie chce. Bo wiem, że nie jestem mu potrzebna, czuję to na każdym kroku. Chyba po prostu muszę mu dać więcej przestrzeni, dać mu się zastanowić, czy mam być, czy nie, czy mnie jeszcze chce. Jeżeli nie, to pozbieram rzeczy i tyle, nie chcę mu się narzucać, nawet jeśli nie wiem jak z tego wyjdę i ile będę się z niego leczyć, bo kocham go całym sercem, nawet jeśli ...

08/02/22

Znowu czuję się niepotrzebna, jakbym przeszkadzała. Znowu czuję się całkowicie sama, bo mam wrażenie, że z wszystkiego jestem wykluczona i jakbym była ignorowana przez Kubę. Nie wiem czy robi to specjalnie, czy jestem naprawdę tak irytująca, czy za dużo mówię, zadaję za dużo pytań, za bardzo mu matkuję… nie mam pojęcia. Boję się to wszystko spieprzyć, ale boję się też, że będę się tak czuła całe życie, że nic się nie zmieni, albo będzie coraz gorzej.  Kuba ciągle siedzi na telefonie, prawie się do mnie nie odzywa, a kiedy siadam obok i pytam, nawet żartobliwie, z kim tak romansuje, w momencie przestaje się uśmiechać i wydaje się być jakby zirytowany czy obrzydzony samą moją obecnością. Źle się z tym czuję, czuję się wtedy mała, nic nieznacząca, niepotrzebna. Taka osoba na doczepkę której właściwie nikt nie lubi.  Nigdy nie byłam czyimś pierwszym wyborem. Albo przynajmniej całe życie miałam takie poczucie — jakbym była właśnie na doczepkę, piątym kołem u wozu. Nawet siedząc w g...

31/01/22 — essay

      One thing I’m afraid to lose   Everyone is scared of losing something. Be it health, wealth, love or even a favourite plushy or comfort blanket from their childhood. No matter how brave or strong someone is, the fear of losing something or someone is always present — it is part of human nature after all. We get emotionally attached to things present in our lives. Most people would probably say that they are afraid to lose their family, that they cannot imagine losing their mom or dad or a sibling, because they mean the world to them. Others would be scared of losing their job or their home, as their life depends on it. While it may be unusual, I would have to say that the thing I’m afraid of losing the most is, quite honestly, myself or my love.   It must sound selfish, right? Am I not scared of my parents dying? Or my cat? Or losing my boyfriend? Of course I am. I have a lot of anxiety about those things happening, but I am aware that most of them are jus...

22/01/22

 Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że to nie ja jestem odpowiedzialna za jego emocje. I zaczęłam to w końcu akceptować. Jego depresja nie jest moją winą. Nie ja zawiniłam, tylko lata spędzone z jego ojcem alkoholikiem, którego zresztą częściej nie było niż był, przewrażliwioną matką i systemem, w którym facet jest wyśmiewany za każdym razem kiedy prosi o pomoc czy odkrywa wrażliwą stronę. Zarówno on jak i ja mamy swoje nieprzepracowane traumy, lata wyuczonych mechanizmów obronnych, które stworzyliśmy żeby przetrwać, których teraz musimy zacząć się oduczać. A nie jest to proste zadanie, mimo, że może tak brzmieć; bo oznacza to mniej więcej tyle, że musimy zacząć kwestionować wszystko, co do tej pory nazywaliśmy naszym charakterem, naszą osobowością i zacząć to rozbierać na części pierwsze, starając się dotrzeć do źródła, starając się oddzielić mechanizmy używane w trybie przetrwania, te które przez lata zadawanej traumy pozwoliły nam przeżyć, od tych zdrowych. 

20/01/22

 Znowu czuję się odpowiedzialna za emocje drugiej osoby. Pierwszy raz widziałam go tak podirytowanego, czy nawet wkurwionego. Bałam się go. Bez żadnych słów sprawił, że poczułam się mała, chciałam się schować, uciec, żeby nie oberwać, choćby werbalnie, bo w takim otoczeniu się wychowałam i jestem nauczona, że obrywam rykoszetem ilekroć ktoś mi bliski (zazwyczaj był to jeden z rodziców, czyt.: matka) jest w złym humorze i najbezpieczniejszą opcją jest się schować, zniknąć, żeby nawet przypadkiem nie zezłościć drugiej osoby. I najbardziej pojebane jest to, że za każdym razem wyczuwam najmniejsze zmiany w emocjach drugiej osoby, szczególnie tak mi bliskiej jak Kuba, i odbija się to na mnie, bo czuję się odpowiedzialna za nastrój tej osoby i zaczynam analizować, czy przypadkiem nie zrobiłam czegoś złego, bo to na pewno moja wina, na pewno nie chce mnie teraz widzieć. Dzisiaj już sprawdziłam autobusy, żeby wrócić na noc do domu, żeby nie wchodzić Kubie w drogę, ale nie chcę też zostawia...

18/01/22 + 20/01/22

 Myśli wypowiadane w eter, czyli ból, który spotkał się z ciszą „naprawdę mi zależy…” „Jeśli będziesz chciał porozmawiać to jestem, a jeśli nie, to powiedz, ja po prostu czekam” „… kocham cię…” - w odpowiedzi usłyszane tylko ‚tak, wiem’ „dam ci tyle przestrzeni ile potrzebujesz…” - powiedziane podczas odsuwania się na tyle, żeby go jakkolwiek nie dotykać leżąc w łóżku, mimo, że bolało mnie to jak cholera, bo czułam tą przepaść między nami „Jestem… i czekam, jeśli cokolwiek potrzebujesz” „Po prostu ze mną porozmawiaj… proszę… nie wychodź bez słowa, to najgorsze co mógłbyś zrobić…” „…jeżeli masz mnie dość to po prostu powiedz… ja zrozumiem, pójdę sobie… nie chcę być dla ciebie obciążeniem, a wiem, że potrafię być ciężka… po prostu powiedz i zniknę, nie będziesz musiał mnie nawet więcej widzieć…” • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • „Mam wrażenie, że nie chcesz mnie dzisiaj widzieć, w ogóle. Więc za pół godziny mam autobus. Pojechać na noc do domu?” ...

26/12/21

 Przegadaliśmy z Kubą sprawę Sylwii, innych ukrytych konwersacji i spotkań z jakimiś laskami już jakiś czas temu. Mimo wszystko nie jestem w stanie o tym zapomnieć i wracają natrętne myśli. Kiedy na niego patrzę leżąc w łóżku, ciągle w głowie słyszę, że jestem jedną z kilku, tym „bezpiecznym” wyborem, że za niedługo będzie u niego w mieszkaniu mieszkać inna laska, z którą kontakt odnowił mu się przez tindera. No właśnie — przez tindera, ze wszystkich możliwych socjali, padło na to. Sprawa miałaby się inaczej jeśli to podziałoby się zanim ze sobą byliśmy, ale nie, on siedział na tinderze rok po wejściu w związek. Nadal myślę o tym, że tak naprawdę nie wiem, co faktycznie robił z tymi dziewczynami kiedy się z nimi spotykał, o tym, że Sylwia jest szczupłą blondynką, o tym, że zostanę zepchnięta na dalszy plan (znowu), że znowu zostanę sama. Mam poczucie, że wprowadzenie się Sylwii rozjebie nasz związek. Nie wiem tego, ale tak się to zapowiada. Nie chcę musieć konkurować z inną laską o...

02/11/21

 Dawno mnie tu nie było. Długo wiele rzeczy się dobrze układało, ale w życiu nie jest jak w bajce, coś musiało pójść nie tak. Pomijając moją obecnie prawie nieistniejącą pewność siebie i nawracające myśli samobójcze, to zacznijmy może od tego, że jakiś czas temu śniło mi się, że Kuba mnie zdradzał. Niby nic, prawda? Każdy czasem miewa takie sny, to całkowicie normalne i o niczym przecież nie świadczy. To po prostu kwestia mojej podświadomości, poczucia, że „nie jestem wystarczająco…”—no właśnie, jaka? Niewystarczająco szczupła? Niewystarczająco ładna? Niewystarczająco znam się na muzyce? Niewystarczająco…? Co?  To uczucie zawsze mi towarzyszy, poczucie, że jednak większość osób jest ode mnie lepsza, ciekawsza, bardziej ogarnięta, a ja jestem tylko zapychaczem przestrzeni, nic nie wnoszę. Po prostu jestem i nieumyślnie przeszkadzam innym, samym istnieniem. Ale wracając do tematu, sny snami, świadczą jedynie o tym, co siedzi nam w głowach. Tylko co, jeśli się okazuje, że mogą mi...

11/07/21

 Znowu nic do mnie nie mówi od rana. Udało mi się w końcu mu powiedzieć, że mam poczucie jakbym przestała mu się podobać. Nic mi nie odpowiedział, tylko obrócił się na plecy i pozwolił mi się wtulić. Nie byłam w stanie z siebie wydusić nic więcej, mimo kolejnej setki pytań kotłujących się w myślach, a on, kiedy ja leżałam wtulona walcząc ze łzami, zaczął oglądać swoją rękę i obgryzać skórki. Nic mi nie powiedział. Nawet jednego słowa, nawet, że mnie kocha. ————————————————————————————————————————— Udało mi się przemóc. Powiedziałam mu o tych dwóch nieustannie męczących mnie myślach. Cierpliwie wysłuchał, a kiedy nadal nie dostałam odpowiedzi, wprost powiedziałam mu, że milczenie z jego strony absolutnie nie pomaga w tej sytuacji. Odpowiedział w końcu, że tak, nadal mu się podobam i że nadal chce ze mną być. Ucisk na sercu chociaż trochę zszedł po tych odpowiedziach, ale powiedziałam, że źle zrozumiał, bo istotą pytania „czy mnie jeszcze chcesz” nie był związek. Zaśmiałam się, że po...

04/07/21

 Nie wiem co robić. Głos w mojej głowie jest coraz głośniejszy, coraz wyraźniejszy, kiedy mówi mi, że już się Kubie nie podobam, że mnie nie chce, że żeby uprawiać ze mną seks musi być pod wpływem czegoś. A ja w to wszystko wierzę. Bo to mój głos, a to są myśli które po prostu u mnie przeważają. Nie radzę sobie. Czuję się niechciana, brzydka, czuję się jakby nawet nie chciał mnie dotykać, a blant wieczorem działał dla niego jako wymówka żeby nie uprawiać ze mną seksu, nawet kiedy wie, że ja chciałabym. Potrzebuję bliskości fizycznej w związku, afirmacji, że nadal jestem ważna, chciana, potrzebna. Nie wiem kiedy to się zaczęło i skąd się to u mnie wzięło ale seks, strona erotyczna związku jest pewnego rodzaju potwierdzeniem dla mnie, że coś znaczę, a pochwały od facetów i pożądanie podnoszą mi samoocenę. Tylko kiedy tego wszystkiego zaczyna brakować… no właśnie. Wtedy jest jak teraz—źle. Wczoraj żartem rzuciłam, że po tak długiej przerwie pogo jest lepsze niż seks—nie mam pojęcia cz...

06/06/21

 Kuba nadal prawie nic nie je, nadal jest zamknięty w sobie, a ja nadal jestem wobec tego wszystkiego bezsilna. Bycie empatą w moim przypadku ssie. Bo przez to, że nie mam pojęcia co chodzi mu po głowie, to zamiast mieć jedną (czy kilka) emocję do współodczuwania, wymyślam masę różnych, które nakładają się na siebie i sprawiają, że ciężko mi sobie z nimi poradzić. Bycie empatą jest trochę jak bycie lustrem, tylko w moim przypadku lustrem z powiększeniem. Czyli jeżeli ktoś jest smutny, to ja też będę smutna, jeżeli ktoś się ode mnie odsuwa - ja będę miała podobne odruchy. Rzecz w tym, że jeżeli, jak w tym przypadku, osoba, na której mi bardzo zależy, cierpi, ale nie chce się tym z nikim podzielić, nawet ze mną, to ja, nie wiedząc do końca co odbić, będę w sobie butelkować wszystkie emocje i wymyślać coraz to nowsze scenariusze (oczywiście pośród miliona trafi się może jeden optymistyczny), które będą sprawiały, że patrząc na tą osobę, jedyne co usłyszę w głowie, to przodujące myśli ...

05/06/21

Od kilku dni z Kubą się coś dzieje. Prawie nic nie je, milczy, jest jakby nieobecny. Aż za dobrze znam ten stan, wiem, że coś mu łazi po głowie i go męczy, problem w tym, że on nie chce się tym podzielić. Nie mam pojęcia co się u niego w głowie dzieje, martwi mnie to. Bardzo mnie to martwi. Wyszedł dzisiaj na spacer z Luną, nie ma z nim kontaktu. Nie wiem czy bateria w telefonie padła czy wyłączył go specjalnie. A przez to jaka jestem, za dużo myślę i znajduję możliwie najgorsze scenariusze. Tak więc zaczynam płakać - bo jestem bezradna w tej sytuacji: jeżeli nie chce się ze mną podzielić tym, co go męczy, to ja nie będę w stanie mu pomóc; do tego po moich myślach o najgorszych możliwych przypadkach zaczyna mi się atak paniki - pół godziny niekontrolowanego płaczu, braku oddechu, prób wsłuchiwania się w każdy dźwięk, czy Kuba przypadkiem nie wraca. Boję się. Zmartwienie, strach, bieganina myśli - oni przewodzą ostatnim kilku dniom. Nie wiem co myśleć, nie potrafię się uspokoić. Ciąg...

15/05/21

 Zastanawialiście się kiedyś co chcecie przekazać swojemu dziecku? Osobiście nigdy nie chciałam mieć własnych dzieci, może trochę zaczyna mi się to zmieniać, czy to ze względu na obecnego partnera czy wiek - nie wiem. Ale dzisiaj właśnie zaczęłam błądzić myślami i zastanawiać się, czy martwić, co jeżeli Kuba nie chce swojemu dziecku kiedyś przekazać takich wartości jak ja bym chciała. Załóżmy, że mielibyśmy kiedyś syna. Wiem tyle, że Kuba chciałby młodego uczyć grać na gitarze i żeby dzieciak wyrósł na dobrego człowieka. Tylko właśnie - co się zawiera w tym określeniu? Jakie cechy czy wartości sprawiają, że możemy kogoś nazwać „dobrym człowiekiem”? W całym swoim potoku myśli wyłapałam tyle, że chciałabym, żeby mój syn szanował innych. Oczywiście zaczęło się od „szanował kobiety”, ale szybko zaczęłam myśleć o niektórych moich znajomych i tym, że w zasadzie najważniejszy jest szacunek do drugiego człowieka, niezależnie od tożsamości płciowej. Poza tym? Nie mam pojęcia co chcę przekaz...

18/04/21

 Moja nienawiść do siebie się pogłębia. Kiedy już myślę, że jest dobrze i zaczynam się ze sobą dobrze czuć, ktoś mówi mi że mam zacząć się ruszać, że przytyłam, że strasznie wyglądam. Przeważnie to któreś z rodziców, najczęściej matka. Za każdym razem jak to słyszę to czuję się ze sobą coraz gorzej. Najgorsze w całej sytuacji jest to, że naprawdę chciałabym potrafić po prostu wziąć się za siebie, zacząć ćwiczyć, czy biegać, ale nie potrafię. Jakkolwiek głupio i beznadziejnie by to nie brzmiało, mam fizyczną blokadę przed tym, żeby zacząć. Początki są podobno najtrudniejsze. Coraz częściej po tego typu komentarzach zaczynam płakać i głos, mówiący o milionach sposobów na śmierć, jest coraz wyraźniejszy. Dzisiaj kiedy uciekłam do pokoju i popatrzyłam w lustro miałam ochotę się pociąć. Nie jest to dla mnie łatwe, bo po to chodziłam wtedy do psychologa żeby to zwalczyć, a teraz cała włożona przeze mnie w to praca po prostu zaczyna znikać. Na balkonie zaczęłam się przypalać zapalniczką, ...

31/03/21

 Dawno nie czułam się tak samotna, opuszczona, jak dzisiaj. No i może wczoraj. Mama wróciła do domu. Była awantura. Zapytała mnie ile ważę - błąd. Pokłóciłam się. Przeprosiła, mówiąc, że nie to miała na myśli. Zabrałam się za robienie obiadu, Kuba oczywiście był pierwszy przy mnie, na pewno chcąc dobrze, ale z mojej perspektywy wyglądało to jakby po raz kolejny chciał mnie wyręczyć. A przez to, że ciągle słyszę jaki to on jest cudowny i ile robi w domu, czuję się jakbym musiała z nim o coś konkurować. Nie wiem o co. Mam wrażenie jakbym musiała zabiegać o miejsce w moim domu, w mojej rodzinie. Więc rzuciłam tylko krótkie, ostre „nie”, na co on, po raz kolejny znajdując się w takiej sytuacji, zebrał się, wsiadł do auta i pojechał na rower. A ja, jak zwykle, zostałam sama w kuchni, płacząc nad kolejnym głupim postem.  Wczoraj - dzień prawie idealny. Zaczęłam zeszlifowywać stary nadruk z deski Kuby, o czym, wydaje mi się, że mówiłam mu wcześniej, ale kiedy wrócił do domu, popatrzy...

24/03/21

 Nie zdałam wf-u, czyli tym samym nie zdałam semestru. Jedyne co muszę zrobić to wysłać albo zanieść wniosek o przyjęcie warunkowe. Nie stresowałam się tym za bardzo, bo rozmawiałam z panią z sekretariatu i wszystko mi wytłumaczyła. Szczerze powiedziawszy, mimo wszystkiego co się ostatnio działo, czuję się całkiem dobrze. Albo w zasadzie - czułam się dobrze. Moja matka ewidentne dzisiaj ma dzień nienawiści do mnie. Rano na mnie nawrzeszczała, żebym może się za siebie wzięła bo wyglądam strasznie i się w ogóle nie ruszam, po czym nastąpiło kilka godzin ciszy, kiedy akurat nie było jej w domu, a chwilę po powrocie kazała mi przeczytać, co dokładnie napisali mi w liście z uczelni. Przeczytałam, wiedząc, że to co jest napisane to formułka, a moja sytuacja wygląda zupełnie inaczej, ale do niej najwyraźniej dotarły tylko słowa „niezaliczenie semestru” i „skreślenie z listy studentów”. Tak więc, ewidentne wytrącona z równowagi tymi hasłami, zaczęła się po mnie drzeć, krzyczeć, że nie wie ...

28/01/21

 Zbliżają się walentynki. Od tygodnia słyszę o „niespodziance” od mojego chłopaka. Niby wszystko spoko, tyle że nie przepadam za niespodziankami. Za dużo zmiennych. Nie wiem co ubrać, co przygotować, co ewentualnie spakować, na co się nastawić, czy z kimś czy sami... za dużo niepotrzebnego stresu. Nie cierpię takich sytuacji. No ale okej, stwierdziłam, że to przecież Kuba, zna mnie, wie że się stresuję wszystkim dookoła, wie czego nie lubię itd, prawda? Już na początku udało mi  się zgadnąć że to wyjazd i w sumie stwierdziłam że zajebiście, nawet jeśli jechalibyśmy z jego kumplem i dziewczyną, to spoko, poznam ich lepiej, będzie okej. Ale tu największa niespodzianka: owszem, wyjazd, owszem, ze znajomymi, ale w góry, śpimy w schronisku a znajomi to ludzie z Halnego. Tak. Dorośli ludzie wśród których cieżko mi się odnaleźć, przy których raczej nie czuję się pewnie i nie wiem jak się zachować. Kiedy mi to powiedział z uśmiechem na ustach, przepraszając, że nie jest dobry w trzyma...

21/01/2021

 (Pisane pod koniec października/początkiem listopada 2020) Cut in half Bleeding out Ain’t you sick Of all that pain and misery? Women fighting women Men fighting everything As they do (Or so they say) But ain’t you sick Of the ongoing war  Against humanity? Kids being raised in propaganda Not knowing who to believe Not knowing who they should be Can’t they just be themselves? Kid, ain’t you scared of hiding? Mother, is your child alright? Kids - so tired of their life What has it truly come to? Everybody’s running  Where’s your God? It’s not the love he taught you Is this what you really dreamt of? Violence, (un)censored for your comfort Is this the fame you wanted? Cause we’re famous (Just not for the right reasons) So, you wished to write history? History’s writing itself  But why are you on the wrong side of it? Going back to Middle Ages  Is that the midlife crisis?

18/01/2021

 I have a constant need of validation. I need to feel validated, or otherwise I feel like shit. And not that it’s anything new - cause it’s not. But. Ever since my boyfriend is kinda living with us, it’s been all about how great he is. How helpful, selfless, overall amazing. And I love that my family loves him so much, but honestly it makes me feel worthless. If we make dinner together or even if he’s just barely helped me make it, they thank him for making dinner and praise him for how good he is. And yeah, maybe that makes me selfish and maybe I am an asshole, but it honestly pisses me off when he gets praised for things I did or doesn’t let me do the things my parents ask me to do, like it was some kind of race or contest. I’m used to being the favorite child, so that’s not something I’m familiar with. I feel alienated. In my own home. Oh what an irony. And I keep gaining weight. Probably from the binge-eating in bed after smoking a joint and the fact that I barely even move fro...

9/08/2020

 A co jeśli? Co jeśli Kuba ma mnie dość  Co jeśli woli Natalię  Co jeśli nic z tego nie będzie  Co jeśli rzeczą, która zniszczy ten związek będzie mój brak pewności siebie Albo właśnie ta zazdrość, która się we mnie nawarstwia Na łódce chciałam płakać kiedy wiosłowałam, a Kuba z Natalią siedzieli razem pod kocem W pewien sposób niekomfortowo czuję się z tym jak są blisko I te żarty Ciągłe żarty  O trojkącie O zmianie Ja wiem, że to takie żarty halnego

09/06/2020

Jutro ostatni dzień matur. Jest zdecydowanie lepiej niż myślałam. Paulinka powiedziała, że w sumie to pojechałaby sobie nad morze teraz. No to ja stwierdziłam, że w takim razie w czym problem? Piątek o 4 rano jest bezpośredni do Gdyni za 50 zł, o 13 jesteśmy w centrum, wystarczy ogarnąć miejsce do spania i wszystko załatwione. 400 zł mam w portfelu, ona po urodzinach podobnie, zmieścimy się w tym budżecie bez większego problemu. Ale ona nagle, że jednak nie, rodzice nie pozwolą i tego typu rzeczy. Mamy 20 lat. W końcu mamy czas i możliwość na zrobienie sobie takiego spontanicznego wypadu, w sumie jak nie teraz to kiedy? No ale zrezygnowała. Na chwilę błysnęła mi myśl, żeby może Pawła zapytać czy by się nie przejechał na randomowego tripa nad morze, ale doszłam do wniosku, że to przecież bez sensu. Nie widzieliśmy się 3 miesiące, sama w sumie nie wiem czy on teraz pracuje czy nadal studia czy co; nie wiem też jak teraz byśmy się zachowywali w swoim towarzystwie. Mam trochę wrażenie, że...

06/06/2020

W zasadzie sama nie wiem do końca czym się stresuję. Chyba po prostu za dużo myślę o wszystkich sposobach na zjebanie matury. Jutro mam przyjść do szkoły, siąść i pół dnia pisać wypracowania, które zadecydują o tym, co będzie ze mną dalej. Trochę przerażająca jest wizja, że moje słowa zaważą nad moim losem. Dramatyzuję, wiem. Ale po to jest ten blog. Żebym wyrzuciła z siebie cały mój strach i wszystkie wątpliwości, czy męczące mnie myśli i emocje. I to działa. Całe szczęście, bo pewnie dawno już bym oszalała. Szczególnie z tą maturą. I przysięgam że jak jeszcze jedna osoba będzie mi życzyć powodzenia na... to dostanę załamania nerwowego, nie żartuję. Na samych urodzinach kuzyna słyszałam to od każdego obecnego tam członka rodziny. 5 godzin odpowiadania co z maturą i gdzie na studia i na jaki kierunek i co zdaję i na którą egzamin i kurwa mać idzie dostać pierdolca przysięgam. Rodzina jest w stanie złamać nawet najbardziej zdrowego psychicznie człowieka.

01/06/2020

    Jeszcze we Wrocławiu, ku mojemu zaskoczeniu, w nocy z 31 na 1 napisał do mnie Daniel. Tak, ten, który ma cząstkę mnie, niespełniona miłość, "the one that got away" jak to mówią, mimo że nigdy się nie widzieliśmy. Ma dziewczynę, więc staram się być grzeczna i nie pisać do niego za często, ale kłamałabym, mówiąc, że czasem za nim nie tęsknię. Cudownie irytujące jest to, że on napisał i był w stanie utrzymać rozmowę, a Paweł nie. Dzisiaj (02/06) dowiedziałam się, że cały dzień pracuje. Mamy 23, nadal nie odpisał. Dwa dni odzywał się tyle co nic, dostałam 2 wiadomości na krzyż, nie mam zamiaru się produkować, jak mu zależy, to znajdzie czas i napisze. Mniejsza o to. Daniel napisał przed moimi urodzinami i w moje urodziny pisaliśmy i zapytał mnie jak się czuję, jak spędzam urodziny. Trafił na moment, w którym leżałam zapłakana w łóżku, myśląc o wszystkim co się działo i generalnie czując się jak śmieć. Stwierdził, że tak być nie może i zanim skończyłam czytać jego odpowiedź, z...

29-31/05/2020 + 01/06/2020 (20. urodziny)

Weekend poprzedzający moje 20 urodziny.      Wyjechałam do Wrocławia żeby odpocząć od całego gówna i wszystkiego co dzieje się w domu. Uciekłam od problemów i pomogło, dopóki tam byłam to było świetnie, ani razu nie myślałam o domu, o maturach, zapomniałam jak wygląda mój przeciętny dzień w Bielsku. Pół godziny po wejściu do domu leżałam w łóżku płacząc bo zauważyłam, jak bardzo nie tęskniłam i jaka ogromna jest przepaść między atmosferą u Gosi i Matiego a atmosferą u mnie w domu.    Ale cofnijmy się trochę i popatrzmy na weekend, zanim tu wróciłam.     Wyjechałam w piątek, wieczorem byłam już na miejscu, zrobiliśmy szybkie zakupy, ogarnęliśmy się i wzięli mnie na Wyspę Słodową. Ciężko w ogóle opisać uczucie jakie towarzyszy przyjściu do tego miejsca po raz pierwszy, a co dopiero po 3 miesiącach siedzenia w domu. Ludzie w prawie każdym wieku, z różnych subkultur, większość pije, niektórzy jarają, każdy dobrze się bawi. Coś absolutnie niesamowitego. Kto...

29/30/04/2020

Przypomniałam sobie jak uwielbiam lata 80. Za muzykę, style i kierunki w modzie, styl rysunków w komiksach, no i oczywiście- horrory. To są lata, w których powstały najbardziej ikoniczne postacie tego gatunku i cała dekada była wypełniona cudownymi dziełami tego gatunku kinematografii. Ale też dzięki kilku filmom postanowiłam przypomnieć sobie muzykę lat 50 i na powrót jestem w niej zakochana. Nie żebym narzekała na czasy, w których żyję, ale muzyka kiedyś była po prostu lepsza. Znaczy może nie lepsza, bo ciężko to porównywać, ale na pewno prawdziwsza. Miała duszę, opowiadała historię, nadawała nastrój i ogólnie jakoś tak dziwnie relaksowała. Całość jest zdecydowanie bardziej autentyczna i to chyba czyni ją tak niesamowitą, bo nie jestem w stanie inaczej tego wytłumaczyć. To jest muzyka, przy której ludzie się zakochują... Straszne jak wszystko ostatnio sprowadza się u mnie do tego samego tematu i zawsze kończy się mną wylewającą swoje żale i bolączki o byciu "niekochaną, niep...

29/04/2020

Potrzebuję fizycznego kontaktu. Chcę móc go znowu pocałować, przytulić się. Jasne, że chcę więcej, ale nie zmuszę nikogo do niczego, zresztą nawet nie byłoby gdzie. Mam dość siebie samej, bo mam już nawet ochotę wrócić na tindera. Pamiętam, że miałam ofertę seksu w aucie i relacji fwb. Tylko mi ten układ nie pasuje, bo lubię jednak coś czuć do drugiej osoby. No i musiałabym przestać myśleć o nim, a to na ten moment wydaje się być zadziwiająco trudne. N        E           W               Ę                         E          I      I                           D                             I                 ...

28/04/2020

  Czytałam rano stare rozmowy. I o ile były bardzo przyjemne, tak też bardzo uświadomiły mi jak dużo się zmieniło. Już ponad miesiąc siedzimy w kwarantannie, ani razu nie było konkretniejszego flirtowania, ani razu nie słyszałam, że ktokolwiek tęskni, nawet przyjaciele.    Zanim się z nim zobaczyłam  po raz pierwszy, potrafił napisać, że zadzwoni, bo tęskni i faktycznie zadzwonić i gadać ze mną dobrą godzinę specjalnie idąc okrężną drogą. Ale, bądź co bądź, nie jesteśmy razem. Nic nas nie ogranicza i nie obowiązuje, nie angażujemy się w to emocjonalnie, chyba tak to szło. Muszę o tym pamiętać. I o tym, że pomimo wszystkiego co działo się przed kwarantanną on nie jest mój. Nie mogę oczekiwać, że czuje się podobnie, że też chciałby coś więcej. I mimo, że nie wyjeżdżam za granicę do pracy to prawdopodobnie i tak wyjeżdżam gdzieś na studia. Muszę wziąć to wszystko pod uwagę, ogarnąć się, zrozumieć, że może to do niczego nie dąży i że może to dobrze. Wystarczy, że krzywd...