28/01/21
Zbliżają się walentynki. Od tygodnia słyszę o „niespodziance” od mojego chłopaka. Niby wszystko spoko, tyle że nie przepadam za niespodziankami. Za dużo zmiennych. Nie wiem co ubrać, co przygotować, co ewentualnie spakować, na co się nastawić, czy z kimś czy sami... za dużo niepotrzebnego stresu. Nie cierpię takich sytuacji. No ale okej, stwierdziłam, że to przecież Kuba, zna mnie, wie że się stresuję wszystkim dookoła, wie czego nie lubię itd, prawda? Już na początku udało mi się zgadnąć że to wyjazd i w sumie stwierdziłam że zajebiście, nawet jeśli jechalibyśmy z jego kumplem i dziewczyną, to spoko, poznam ich lepiej, będzie okej. Ale tu największa niespodzianka: owszem, wyjazd, owszem, ze znajomymi, ale w góry, śpimy w schronisku a znajomi to ludzie z Halnego. Tak. Dorośli ludzie wśród których cieżko mi się odnaleźć, przy których raczej nie czuję się pewnie i nie wiem jak się zachować. Kiedy mi to powiedział z uśmiechem na ustach, przepraszając, że nie jest dobry w trzymaniu tajemnic, poczułam jak moje serce nagle ciężko opadło a moje myśli zaczęły krzyczeć „o Boże, nie, nie, to się nie dzieje, on tylko żartuje, to nie jest ta niespodzianka, powiedz mu że nie chcesz i że nie czujesz się dobrze w tym towarzystwie”, ale z moich ust przez wymuszony uśmiech wyszło „jasne, fajna opcja, no, pewnie, możemy pojechać”. Powiedziałam mu, że wiem, że dla niego ci ludzie to prawie rodzina i czuje się wśród nich komfortowo, ale dla mnie, nawet po wakacjach spędzonych z nimi, są to prawie obcy ludzie. Zawsze mam poczucie że mnie cicho oceniają i że nie do końca mnie akceptują, mimo że nie jestem tam jedyną osobą w moim wieku. Może takie zachowanie nie dotyczy wszystkich, ale jednak nie jest to do końca komfortowe dla mnie. Myślę, że to może być też kwestia różnicy między mną a Kubą - on się wśród nich praktycznie wychowywał, wszyscy znają tam jego ojca i dziadka, a ja - mimo że Halny to spora część mojego dzieciństwa, a moją ciotkę i wujka większość towarzystwa zna albo kojarzy, ja jestem jednak osobą „z zewnątrz”.
Zgodziłam się na to wyjście, bo wiem że chciał dobrze i wiem też, że będzie się dobrze bawił, nie możemy też przecież ciagle siedzieć z moimi kumplami. Nawet jeśli będę umierać przez okres i będę się czuła trochę wyalienowana, to jeżeli dla niego będzie to fajny wypad i impreza i faktycznie poprawi mu to humor, to uznam że jest to tego warte.
Komentarze
Prześlij komentarz