24/02/22
Jestem w domu już ponad tydzień. Nadal nie czuję się jakbym miała gdzieś swoje miejsce, nadal nigdzie nie czuję się bezpiecznie na tyle żeby po prostu być. Nie chcę być. Tak po prostu. Jestem tak pełna stresu i bólu i bezsensu że wybucham przez najdrobniejsze rzeczy. Cały czas stąpam po krawędzi żyletki. Zdam studia, czy nie? Związek się do końca rozpadnie, czy nie? Będę żyć, czy nie? Nie wiem nic. Jestem wykończona, przede wszystkim samą sobą. Nie kontroluję własnych emocji czy nawet myśli, które ciągle krzyczą. Ja po prostu już nie chcę. Jestem o krok od ponownego wzięcia żyletki w rękę i dwa od skończenia ze sobą. Ja nie potrafię. Nic nie potrafię, wszystko psuję czy tego chcę czy nie. Związki nigdy mi nie wychodziły i nadal tak jest, zawalam studia bo nie potrafię się zabrać do zrobienia zaliczeń, mimo że desperacko próbuję; nie potrafię już nawet być „prawie idealną córką”, która robi obiad dla wszystkich czy bez mrugnięcia okiem pomaga sprzątać, bo za każdym razem jak pytają...