Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2022

24/02/22

 Jestem w domu już ponad tydzień. Nadal nie czuję się jakbym miała gdzieś swoje miejsce, nadal nigdzie nie czuję się bezpiecznie na tyle żeby po prostu być. Nie chcę być. Tak po prostu. Jestem tak pełna stresu i bólu i bezsensu że wybucham przez najdrobniejsze rzeczy. Cały czas stąpam po krawędzi żyletki. Zdam studia, czy nie? Związek się do końca rozpadnie, czy nie? Będę żyć, czy nie? Nie wiem nic. Jestem wykończona, przede wszystkim samą sobą. Nie kontroluję własnych emocji czy nawet myśli, które ciągle krzyczą. Ja po prostu już nie chcę. Jestem o krok od ponownego wzięcia żyletki w rękę i dwa od skończenia ze sobą. Ja nie potrafię. Nic nie potrafię, wszystko psuję czy tego chcę czy nie. Związki nigdy mi nie wychodziły i nadal tak jest, zawalam studia bo nie potrafię się zabrać do zrobienia zaliczeń, mimo że desperacko próbuję; nie potrafię już nawet być „prawie idealną córką”, która robi obiad dla wszystkich czy bez mrugnięcia okiem pomaga sprzątać, bo za każdym razem jak pytają...

15/02/22

 Jeżeli ktokolwiek to czyta to chciałabym od razu przeprosić, jeżeli zrobiłam coś głupiego, bo na ten moment jestem coraz bliżej i chcę żeby to wszystko przestało w końcu boleć, chcę w końcu być szczęśliwa, chcę przestać wszystkim przeszkadzać i marnować powietrze i czas innych ludzi.  Za każdym razem jak zaczynam być szczęśliwa, coś zaczyna się psuć i za każdym razem boli coraz bardziej, z każdym kolejnym razem jest mnie coraz mniej. A tym razem może mnie naprawdę zabraknąć, bo zainwestowałam w Kubę całą siebie, nigdy nikogo nie kochałam tak jak jego. On najprawdopodobniej będzie moim końcem, moim ostatnim, tylko nie w takim sensie jak liczyłam. Nie będzie tu happy endu, to nie film czy książka, nie fikcja, tylko prawdziwe życie. Naprawdę chciałabym w końcu być kochana tak jak ja kocham drugą osobę, ale wiem, że nigdy tego nie znajdę, może nawet nie zasługuję na bycie szczęśliwą. Na razie siedzę w niepewności, czyli chyba w najgorszym stanie w tej sytuacji, bo nie wiem na co ...

14/02/22 - walentynki

 Nadal czuję się wykluczona ze wszystkiego. Niechciana. Jakbym tylko zajmowała przestrzeń i marnowała powietrze oddychając. Jakbym nieumyślnie wszystko robiła źle, wszystko psuła, mimo, że chcę jak najlepiej dla wszystkich nie czuję się kochana przez Kubę. Zamieniliśmy dzisiaj może ze dwa słowa i to takie niewiele znaczące, a ton jakim do mnie mówi jest zimny, oschły, jakby Kuba miał mnie dość. Może tak jest. Może jestem niepotrzebna, niechciana, niekochana. Nie wiem czy on mnie jeszcze kocha. Nie wiem czy w ogóle był we mnie kiedykolwiek zakochany i nie wiem czy uważa mnie nawet za ładną, czy mu się podobam, czy po prostu mnie chce. Bo wiem, że nie jestem mu potrzebna, czuję to na każdym kroku. Chyba po prostu muszę mu dać więcej przestrzeni, dać mu się zastanowić, czy mam być, czy nie, czy mnie jeszcze chce. Jeżeli nie, to pozbieram rzeczy i tyle, nie chcę mu się narzucać, nawet jeśli nie wiem jak z tego wyjdę i ile będę się z niego leczyć, bo kocham go całym sercem, nawet jeśli ...

08/02/22

Znowu czuję się niepotrzebna, jakbym przeszkadzała. Znowu czuję się całkowicie sama, bo mam wrażenie, że z wszystkiego jestem wykluczona i jakbym była ignorowana przez Kubę. Nie wiem czy robi to specjalnie, czy jestem naprawdę tak irytująca, czy za dużo mówię, zadaję za dużo pytań, za bardzo mu matkuję… nie mam pojęcia. Boję się to wszystko spieprzyć, ale boję się też, że będę się tak czuła całe życie, że nic się nie zmieni, albo będzie coraz gorzej.  Kuba ciągle siedzi na telefonie, prawie się do mnie nie odzywa, a kiedy siadam obok i pytam, nawet żartobliwie, z kim tak romansuje, w momencie przestaje się uśmiechać i wydaje się być jakby zirytowany czy obrzydzony samą moją obecnością. Źle się z tym czuję, czuję się wtedy mała, nic nieznacząca, niepotrzebna. Taka osoba na doczepkę której właściwie nikt nie lubi.  Nigdy nie byłam czyimś pierwszym wyborem. Albo przynajmniej całe życie miałam takie poczucie — jakbym była właśnie na doczepkę, piątym kołem u wozu. Nawet siedząc w g...