06/06/21
Kuba nadal prawie nic nie je, nadal jest zamknięty w sobie, a ja nadal jestem wobec tego wszystkiego bezsilna. Bycie empatą w moim przypadku ssie. Bo przez to, że nie mam pojęcia co chodzi mu po głowie, to zamiast mieć jedną (czy kilka) emocję do współodczuwania, wymyślam masę różnych, które nakładają się na siebie i sprawiają, że ciężko mi sobie z nimi poradzić. Bycie empatą jest trochę jak bycie lustrem, tylko w moim przypadku lustrem z powiększeniem. Czyli jeżeli ktoś jest smutny, to ja też będę smutna, jeżeli ktoś się ode mnie odsuwa - ja będę miała podobne odruchy. Rzecz w tym, że jeżeli, jak w tym przypadku, osoba, na której mi bardzo zależy, cierpi, ale nie chce się tym z nikim podzielić, nawet ze mną, to ja, nie wiedząc do końca co odbić, będę w sobie butelkować wszystkie emocje i wymyślać coraz to nowsze scenariusze (oczywiście pośród miliona trafi się może jeden optymistyczny), które będą sprawiały, że patrząc na tą osobę, jedyne co usłyszę w głowie, to przodujące myśli ...