05/06/21
Od kilku dni z Kubą się coś dzieje. Prawie nic nie je, milczy, jest jakby nieobecny. Aż za dobrze znam ten stan, wiem, że coś mu łazi po głowie i go męczy, problem w tym, że on nie chce się tym podzielić. Nie mam pojęcia co się u niego w głowie dzieje, martwi mnie to. Bardzo mnie to martwi. Wyszedł dzisiaj na spacer z Luną, nie ma z nim kontaktu. Nie wiem czy bateria w telefonie padła czy wyłączył go specjalnie. A przez to jaka jestem, za dużo myślę i znajduję możliwie najgorsze scenariusze. Tak więc zaczynam płakać - bo jestem bezradna w tej sytuacji: jeżeli nie chce się ze mną podzielić tym, co go męczy, to ja nie będę w stanie mu pomóc; do tego po moich myślach o najgorszych możliwych przypadkach zaczyna mi się atak paniki - pół godziny niekontrolowanego płaczu, braku oddechu, prób wsłuchiwania się w każdy dźwięk, czy Kuba przypadkiem nie wraca. Boję się. Zmartwienie, strach, bieganina myśli - oni przewodzą ostatnim kilku dniom. Nie wiem co myśleć, nie potrafię się uspokoić. Ciągle staram się sobie wytłumaczyć, że pewnie po prostu bateria się rozładowała, ewentualnie, że może Kuba potrzebuje ciszy żeby pomyśleć, ale ciągle przez głowę przelatuje mi obraz Luny wracającej samej do domu, z nadal podpiętą smyczą. Nie wiem co robić. Mam ochotę wyjść z domu i go szukać, ale nawet nie wiem gdzie poszedł. Chcę tylko żeby już wrócił. Za każdym razem jak słyszę szczekające psy to mam nadzieję, że szczekają na Lunę i Kubę, bo to oznacza, że wracają. A przy każdym dźwięku syreny ściska mi się serce w obawie, że to po niego jadą.
Komentarze
Prześlij komentarz