31/03/21

 Dawno nie czułam się tak samotna, opuszczona, jak dzisiaj. No i może wczoraj.

Mama wróciła do domu. Była awantura. Zapytała mnie ile ważę - błąd. Pokłóciłam się. Przeprosiła, mówiąc, że nie to miała na myśli. Zabrałam się za robienie obiadu, Kuba oczywiście był pierwszy przy mnie, na pewno chcąc dobrze, ale z mojej perspektywy wyglądało to jakby po raz kolejny chciał mnie wyręczyć. A przez to, że ciągle słyszę jaki to on jest cudowny i ile robi w domu, czuję się jakbym musiała z nim o coś konkurować. Nie wiem o co. Mam wrażenie jakbym musiała zabiegać o miejsce w moim domu, w mojej rodzinie. Więc rzuciłam tylko krótkie, ostre „nie”, na co on, po raz kolejny znajdując się w takiej sytuacji, zebrał się, wsiadł do auta i pojechał na rower. A ja, jak zwykle, zostałam sama w kuchni, płacząc nad kolejnym głupim postem. 

Wczoraj - dzień prawie idealny. Zaczęłam zeszlifowywać stary nadruk z deski Kuby, o czym, wydaje mi się, że mówiłam mu wcześniej, ale kiedy wrócił do domu, popatrzył na mnie, na deskę i powiedział, że w sumie miał sentyment do tamtej grafiki. Poczułam się oczywiście jak ostatnia idiotka, że jak zwykle zrobiłam coś źle, chcąc dobrze. Siedziałam wczoraj na balkonie półtora godziny, zanim przyszedł. Zaczęłam się zastanawiać wtedy ile w ogóle czasu by minęło, gdybym zniknęła, zanim ktokolwiek by się zorientował i ile, żeby ktokolwiek zaczął się martwić. Jeżeli byłby to weekend - prawdopodobnie dopiero w niedzielę wieczorem albo w poniedziałek zaczęliby myśleć, że coś jest nie tak, albo napisaliby SMS, pytając gdzie jestem.

Prawdopodobnie jestem po prostu nadwrażliwa i za dużo sobie domawiam do każdej sytuacji. I oczywiście samokrytyka i i tak już niska samoocena nie pomagają w całej sytuacji. Mam ostatnio ochotę znowu się pociąć albo w końcu odważyć się pójść krok dalej, jeden krok za daleko.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

22/01/22

08/02/22

07/05/2016