02/11/21

 Dawno mnie tu nie było. Długo wiele rzeczy się dobrze układało, ale w życiu nie jest jak w bajce, coś musiało pójść nie tak. Pomijając moją obecnie prawie nieistniejącą pewność siebie i nawracające myśli samobójcze, to zacznijmy może od tego, że jakiś czas temu śniło mi się, że Kuba mnie zdradzał. Niby nic, prawda? Każdy czasem miewa takie sny, to całkowicie normalne i o niczym przecież nie świadczy. To po prostu kwestia mojej podświadomości, poczucia, że „nie jestem wystarczająco…”—no właśnie, jaka? Niewystarczająco szczupła? Niewystarczająco ładna? Niewystarczająco znam się na muzyce? Niewystarczająco…? Co? 

To uczucie zawsze mi towarzyszy, poczucie, że jednak większość osób jest ode mnie lepsza, ciekawsza, bardziej ogarnięta, a ja jestem tylko zapychaczem przestrzeni, nic nie wnoszę. Po prostu jestem i nieumyślnie przeszkadzam innym, samym istnieniem. Ale wracając do tematu, sny snami, świadczą jedynie o tym, co siedzi nam w głowach. Tylko co, jeśli się okazuje, że mogą mieć odzwierciedlenie w rzeczywistości? Tu właśnie pojawia się problem. Kuba zmieniał telefon, stary zaczął mu się psuć, więc przerzucił się na zapasową 8 — okej, logiczne. Kiedy wczoraj jechał do domu się ogarnąć, zostawił ją u mnie do ładowania — znowu, całkowicie normalne, miał ze sobą drugi telefon, luz. Problem pojawia się natomiast w momencie, w którym po raz pierwszy w życiu coś mnie tknęło, żeby sprawdzić mu telefon, czy nie pisze z jakąś… oh. Weszłam w wiadomości. Pierwsze co widzę, zaraz pod rozmową ze mną — ikonka wyciszonych wiadomości, a zaraz obok tego, pod niepodpisanym numerem: „Jak chcesz możesz dzwonić” z godziną 22:09 z soboty. Okej, Julka, spokojnie, może to kumpel, nie bądź tą dziewczyną, ciebie to zaboli bardziej niż jego, nie warto dalej drążyć… kliknęłam na rozmowę. To zdecydowanie nie kolega. Zaczynam czytać, scrolluję, z nadzieją, że może to tylko znajoma, że gdzieś będzie chociaż jedna wzmianka o mnie, o tym, że on ma dziewczynę, cokolwiek, proszę, cokolwiek… znalazłam wzmiankę o mnie. Jedną, i to w kontekście pytania czy nie boi się, że dowiem się, że ma tindera. Zabolało, ale okej, niby po to, żeby poczytać stare rozmowy, spoko, ja bym pewnie zrobiła coś podobnego. Tylko dlaczego połowa wiadomości jest o tym, żeby przyjechał, albo zadzwonił, dlaczego on sam proponuje, że mogą się spotkać, że chce zadzwonić, czemu nagle tu nie ma problemu, żeby rozmawiać o emocjach i tym, co go męczy, kiedy w tym samym czasie kiedy jej pisze o tym wszystkim, zamyka się przede mną. Dlaczego ona pisze mu, żeby wpadł bo nie ma rodziców, czemu potem on jadąc do niej wieczorem pytał czy ma pusty dom? Czemu tak często się widują, a ja nawet nie zauważyłam? Czemu… czemu ona, kim ona jest? Ciężko mi uwierzyć, że faktycznie to przyjaciółka z liceum, bo nigdy wcześniej nie było o niej nawet wzmianki i nawet jeśli, to czemu ona wie, że Kuba jest na tinderze? Czemu pytała czy nie zostawiła u niego bluzy w aucie? Co się działo w aucie? Czemu zapraszała go na noc, czemu ani razu nie powiedział, że jedzie się z nią spotkać, czemu? Nie miał problemu powiedzieć mi, że chce ją jako współlokatorkę, że to przyjaciółka z liceum i właśnie obroniła pracę, ale nie powiedział mi, że się z nią widuje, zapytany odpowiedział tylko, że „no kiedyś tam się spotkali pogadać o mieszkaniu”. To wszystko jest tak niejasne, tak dwuznaczne , że nie wiem co myśleć. Jeżeli to tylko koleżanka to po co całe to ukrywanie się? Od wczoraj ryczę, boli mnie serce, czuję się zdradzona, poniżona, gorsza. Znowu czuję się jak „przechowalnia” dla facetów, jak etap przejściowy, bezpieczna opcja, dziewczyna, którą można pomiatać bo i tak nie odejdzie. Czuję się naiwna i głupia. Głupia, bo pozwoliłam sobie myśleć, że wszystko jest okej; naiwna, bo wierzyłam, że w końcu się układa, mimo ciężkich momentów, wierzyłam, że w końcu mogę zaufać, oddać całą siebie i nie zostać skrzywdzoną. Dawno już tak bardzo nie fantazjowałam o śmierci, dawno tak bardzo nie chciałam umrzeć jak teraz. Najgorsze jest to, że nawet jeśli się przyznam, że przeczytałam wiadomości, to nie ma dobrego wyjścia — albo on zupełnie straci zaufanie do mnie, albo wyłga się z tego tak dobrze, że mi będzie głupio i wyjdzie, że to ja zawiniłam i większość sama sobie domówiłam przez własne kompleksy i niepewność. Nic już nie wiem.

 Grunt pod moimi nogami dawno nie był tak niestabilny, a pragnienie śmierci chyba nigdy nie podtapiało mnie tak silnymi falami bólu. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

22/01/22

08/02/22

07/05/2016