29-31/05/2020 + 01/06/2020 (20. urodziny)
Weekend poprzedzający moje 20 urodziny.
Wyjechałam do Wrocławia żeby odpocząć od całego gówna i wszystkiego co dzieje się w domu. Uciekłam od problemów i pomogło, dopóki tam byłam to było świetnie, ani razu nie myślałam o domu, o maturach, zapomniałam jak wygląda mój przeciętny dzień w Bielsku. Pół godziny po wejściu do domu leżałam w łóżku płacząc bo zauważyłam, jak bardzo nie tęskniłam i jaka ogromna jest przepaść między atmosferą u Gosi i Matiego a atmosferą u mnie w domu.
Ale cofnijmy się trochę i popatrzmy na weekend, zanim tu wróciłam.
Wyjechałam w piątek, wieczorem byłam już na miejscu, zrobiliśmy szybkie zakupy, ogarnęliśmy się i wzięli mnie na Wyspę Słodową. Ciężko w ogóle opisać uczucie jakie towarzyszy przyjściu do tego miejsca po raz pierwszy, a co dopiero po 3 miesiącach siedzenia w domu. Ludzie w prawie każdym wieku, z różnych subkultur, większość pije, niektórzy jarają, każdy dobrze się bawi. Coś absolutnie niesamowitego. Ktoś puszcza muzykę z ogromnego głośnika, czujesz się jak w klubie na otwartym powietrzu. Ktoś obok otwiera wino butem, jeszcze inni kręcą teledysk jakby byli na wixie, spizgani wikingowie obejmują się i tłumaczą sobie nawzajem, że nie ma za co przepraszać i generalnie to miłość brachu. Względny chaos, każdy z innej bajki, ale wszystko jakby łączy się w jedną wielką imprezę i w dziwny sposób po paru minutach czujesz, że jakimś cudem tu pasujesz i że to jest miejsce niemal idealne. O, no i poznałam przyjaciela-geja od Gosi. I podobno im powiedział że jestem fajna i cute i ładna i w ogóle aw. Już wtedy czułam się dowartościowana jak rzadko kiedy.
Sobota. Do Matiego na 18 wpadają kumple, jeden przyjedzie na rowerze więc pewnie będzie nocował. Robiłam za barmankę dla siebie i Gosi, chłopaki walili czystą. Całą ekipą (ja, Mati, Gosia, Piotrek, Łukasz i Natalia-siostra Mateusza) graliśmy w rysowane kalambury. Znaczy ma to swoją nazwę ale no tak to wygląda najprościej mówiąc. Po pewnym czasie przyzwyczaiłam się do kumpli Mateusza, w zasadzie Łukasz od razu wpadł mi w oko, pomijając już sam fakt, że po drodze kupił mi fajki (zbawiciel), to po prostu jest przystojnym, szczupłym facetem, z lekkim zarostem, stonowanymi mięśniami i żyłami na rękach (I'm a sucker for those). A kiedy dowiedziałam się, że zakochał się w swojej przyjaciółce i nie piszą od 9 dni, to w ogóle oszalałam (bo przecież emocjonalnie niedostępny koleś, który nie jest gotowy na zaangażowanie i chce się pocieszyć to mój typ idealnego faceta). Potem zaczęliśmy grać w 5 sekund - bez cenzury. Odpowiedzi muszą być szybkie, w dodatku wszyscy już trochę wypici, mówi się to co pierwsze przyjdzie do głowy, a więc wszystkie odpowiedzi szczere. Nazbierałam sporo punkcików, pytania mi zadawał właśnie Łukasz. Pytania w stylu: "wymień 3 sytuacje, w których można użyć kajdanek", "wymień 3 produkty spożywcze których można użyć podczas seksu". Więc było ciekawie, wtedy byliśmy tylko Mati z Gosią i ja z Łukaszem, więc zdeczko robiło to nastrój. I bogowie mi świadkami, że odpowiadałabym może w normalny sposób, gdyby nie fakt, że ostatni raz seks uprawiałam 15 listopada, a pytania zadawał mi przystojny, wyćwiczony facet, który zostawał w mieszkaniu na noc. Więc ciężko się dziwić, że wszystko kojarzyło mi się z seksem i związaniem i fetyszami. Stwierdziliśmy koło 3, jak Mateusz prawie się już kładł na stole, że wystarczy już grania i chlania, pora spać. W piżamę przebrałam się już wcześniej, więc poszłam zmyć makijaż i miałam iść spać, kiedy z pokoju gospodarzy wyszedł Łukasz. Stanął w drzwiach łazienki, pogadaliśmy chwilę, w tle słysząc rozmowy i chichoty Gosi i Mateusza. Popatrzyłam na niego ze współczuciem i powiedziałam, że w razie czego to u mnie w pokoju jest miejsce. W momencie poszedł przenieść materac. Wróciłam do pokoju, on leżał już na materacu, więc położyłam się w łóżku i cicho rozmawialiśmy o pierdołach. W pewnym momencie zauważyłam jak zdejmuje bluzkę, a że mi samej było za ciepło, to zdjęłam legginsy, zostając w za dużej bluzce i majtkach. Powiedzieliśmy sobie dobranoc, odwróciłam się i po chwili usłyszałam jak wstaje i opiera się o moje łóżko. Popatrzyłam na niego, starając się skupić wzrok na jego twarzy i bez większego zastanowienia powiedziałam, że jeżeli chce, może się tu położyć. Uśmiechnął się, usadawiając się nade mną i zdejmując ze mnie bluzkę, na co, dziwnie zahipnotyzowana, bezwiednie pozwoliłam. Zaczął mnie całować i mimo pożądliwego odwzajemnienia pocałunku, jedyne co miałam w głowie to "Paweł całuje zdecydowanie lepiej, cholera, tu powinien być on, tęsknię". Zanim się obejrzałam, oboje byliśmy nadzy. Kiedy zapytał, czy może wejść, pierwszym moim pytaniem (wstawiona ale jednak trzeźwo myśląca) było "a masz kondomy?". Niestety odpowiedział nie i nie odważył się ukraść jednego od Mateusza. Nie pozwoliłam, mimo, że bardzo chciałam, szczególnie czując jak twardy był. Resztę nocy spędził próbując mnie jakoś przekonać, więc nie zmrużyłam oka, chyba po części z obawy, że spróbuje mnie przeruchać jak zasnę. Całowaliśmy się, zastanawiałam się nawet nad possaniem go, ale po pijaku gardło jest wrażliwsze i bałam się, że mogłabym zwymiotować. Zamiast tego popracowałam trochę ręką i słysząc jego ciche jęki na moich ustach w momencie byłam cała mokra, co sprawdził chwilę potem palcami i jęknął, niewątpliwie żałując braku prezerwatywy. Rano ubrałam bluzkę, wyszukałam bieliznę i usiadłam z powrotem na łóżku, ze szkicownikiem w ręku, chyba chciałam go narysować, ale nie spał i zaraz usiadł obok, przytulając się. Chciał się przytulać i ciągle mnie całował, a ja jak przez mgłę przypominałam sobie co się działo. Popatrzyłam na niego pytająco, mówiąc niepewnie, że pamiętam wszystko i że w sumie do niczego nie doszło, prawda? Uśmiechnął się tylko, odpowiadając twierdząco. Zobaczyliśmy Mateusza jak wstał, spojrzał na nas ewidentnie skonfundowany pytając czy my spaliśmy w jednym łóżku i że w takim razie po cholerę był ten materac. Wstałam, zbierając się pod prysznic, chyba próbując się dobudzić i uniknąć dalszego niekomfortowego siedzenia obok Łukasza. Prysznic zdecydowanie pomógł, nie wiem tylko co siedziało mi w głowie żeby wyjść w samym ręczniku, zamiast ubrać majtki i bluzkę. Reszta dnia przebiegła raczej spokojnie, zjedliśmy obiad, Łukasz pojechał do siebie, wcześniej dodając mnie na facebooku. Cały dzień czułam się dziwnie po poprzedniej nocy, szczególnie widząc jak znajomi patrzą na mnie, snując w swoich głowach przypuszczenia co zaszło między mną a kumplem Matiego, nie wiedząc że nie doszło tak naprawdę do czegokolwiek. Kolejne kilka godzin graliśmy w karty, Outlasta i dość wcześnie poszliśmy spać, następnego dnia o 10 miałam pociąg.
Poniedziałek. Ciągle z lekkim kacem moralnym, mimo że tak naprawdę nie zrobiłam nic złego. Pozbierałam się rano, Mateusz odprowadził mnie na pociąg (opóźniony 40 minut) i wróciłam do domu.
Komentarze
Prześlij komentarz