04/07/21

 Nie wiem co robić. Głos w mojej głowie jest coraz głośniejszy, coraz wyraźniejszy, kiedy mówi mi, że już się Kubie nie podobam, że mnie nie chce, że żeby uprawiać ze mną seks musi być pod wpływem czegoś. A ja w to wszystko wierzę. Bo to mój głos, a to są myśli które po prostu u mnie przeważają. Nie radzę sobie. Czuję się niechciana, brzydka, czuję się jakby nawet nie chciał mnie dotykać, a blant wieczorem działał dla niego jako wymówka żeby nie uprawiać ze mną seksu, nawet kiedy wie, że ja chciałabym. Potrzebuję bliskości fizycznej w związku, afirmacji, że nadal jestem ważna, chciana, potrzebna. Nie wiem kiedy to się zaczęło i skąd się to u mnie wzięło ale seks, strona erotyczna związku jest pewnego rodzaju potwierdzeniem dla mnie, że coś znaczę, a pochwały od facetów i pożądanie podnoszą mi samoocenę. Tylko kiedy tego wszystkiego zaczyna brakować… no właśnie. Wtedy jest jak teraz—źle. Wczoraj żartem rzuciłam, że po tak długiej przerwie pogo jest lepsze niż seks—nie mam pojęcia czy Kuba wziął to do siebie czy chodziło o coś innego, ale nie chciał wczoraj nic, poszedł na blanta, ja położyłam się w wannie. Przez połowę czasu spędzonego tam, zastanawiałam się czy zdążyłby mnie znaleźć i zareagować, jeśli podcięłabym sobie żyły, tak jak na filmach, w wannie; i o ile moją fobią(?) jest zostanie znalezioną martwą, nagą (szczególnie teraz, kiedy wyglądam jak wyglądam), tak wczoraj miałam zupełne poczucie obojętności, desperacji, nie wiem, ale byłam niemal gotowa faktycznie się tego podjąć i skończyć z tym wszystkim. Na samą myśl o tym, że nie musiałabym się już bać tego, że nie spełniam czyichś oczekiwań, że kogoś zawiodę raz i kolejny, że nie uda mi się pomóc nikomu, nawet sobie(znowu), że uda mi się uciec od odpowiedzialności, która jest coraz większa im jest się starszym - studia, praca, dom (tak przecież powinno to wyglądać, prawda?) — poczułam ulgę, poczułam się wolna.

Nie wiem jak ja nadal funkcjonuję, nie wiem w ogóle czy można to nazwać funkcjonowaniem—większość dni ciężko mi się nawet zmotywować do wstania z łóżka, nie potrafię znaleźć sensu w czymkolwiek, w jakiejkolwiek czynności. Wstaję żeby ewentualnie coś zjeść, ogarnąć się zanim wróci Kuba i zrobić dla niego obiad. Poza tym — wegetuję. To nie jest życie, tylko przetrwanie, pusta egzystencja i ciągła walka żeby przywitać nowy dzień. Dzień po dniu, jakoś trzeba przeżyć—podobno. 

?

Od rana zamieniliśmy może ze dwa zdania. Cisza zaczyna być ogłuszająca.

Położyłam się obok niego, licząc na to, że mnie przytuli, ot tak, sam z siebie, widział przecież, że nie czuję się najlepiej. Nic. Po pewnym czasie zapytałam czy wszystko okej, na co, oczywiście, dostałam odpowiedź, że tak, na pytanie czy jest na mnie o coś zły—nie, czy coś się stało—nic. Zapytałam w końcu czy dać mu spokój, na co wzruszył tylko ramionami. Poczułam ukłucie w sercu, więc odsunęłam się i usiadłam. Podniósł głowę i chwycił mnie za rękę przyciągając do siebie. Leżąc obok, z twarzą wtuloną w jego bok zaczęłam walczyć ze wzbierającymi we mnie łzami. Nie wiedziałam—i nie wiem—czy zrobił to bo chciał mnie obok siebie czy dlatego, że wyczuł, że ja tego potrzebuję.

Po umyciu podłóg znowu poszłam się koło niego położyć, chcąc się przytulić. Kiedy objęłam go ręką nie zareagował. Mówiąc mu, że go kocham, nawet kiedy otrzymałam odpowiedź, że on mnie też, zastanawiałam się, czy nie mówi tego jedynie z przyzwyczajenia. Jedyne co biegało mi po głowie to pytanie „czy on mnie jeszcze chce?”. Przez dobre 10 minut próbowałam wycisnąć z siebie sześć słów:„Kuba, czy ty mnie jeszcze chcesz?”. Kiedy w końcu te słowa przeszły mi przez gardło, były tak ciche, że albo wcale ich nie usłyszał, albo postanowił je zignorować. Po kolejnych 5 minutach walki z gulą w gardle blokującą jakiekolwiek słowa, powtórzyłam pytanie, tym razem trochę głośniej. Czekałam na odpowiedź, która, przy tym jak się czułam, miała tak wiele znaczyć, rozwiać moje wątpliwości, sprawić, że przestanę się bać i dręczyć… zamiast zapewnienia dającego mi poczucie bezpieczeństwa usłyszałam stłumione, zmęczone „mhm”. Kolejne ukłucie w sercu, ale brak zbierających się łez. Poczułam ból, a zaraz po nim obojętność. Może moje myśli, że jest mną zmęczony, że przestałam mu się podobać, że się mną znudził jednak mają odbicie w rzeczywistości. Sama już nie wiem co mam myśleć. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

22/01/22

08/02/22

07/05/2016