01/06/2020

    Jeszcze we Wrocławiu, ku mojemu zaskoczeniu, w nocy z 31 na 1 napisał do mnie Daniel. Tak, ten, który ma cząstkę mnie, niespełniona miłość, "the one that got away" jak to mówią, mimo że nigdy się nie widzieliśmy. Ma dziewczynę, więc staram się być grzeczna i nie pisać do niego za często, ale kłamałabym, mówiąc, że czasem za nim nie tęsknię. Cudownie irytujące jest to, że on napisał i był w stanie utrzymać rozmowę, a Paweł nie. Dzisiaj (02/06) dowiedziałam się, że cały dzień pracuje. Mamy 23, nadal nie odpisał. Dwa dni odzywał się tyle co nic, dostałam 2 wiadomości na krzyż, nie mam zamiaru się produkować, jak mu zależy, to znajdzie czas i napisze. Mniejsza o to. Daniel napisał przed moimi urodzinami i w moje urodziny pisaliśmy i zapytał mnie jak się czuję, jak spędzam urodziny. Trafił na moment, w którym leżałam zapłakana w łóżku, myśląc o wszystkim co się działo i generalnie czując się jak śmieć. Stwierdził, że tak być nie może i zanim skończyłam czytać jego odpowiedź, zaczął dzwonić. Zdecydowanie nie było to cokolwiek na co byłam w tamtym momencie gotowa, szczególnie po płaczu i z migającym 1% u góry telefonu, który po paru sekundach dzwonienia się wyłączył. Podłączyłam telefon do ładowania i poszłam szybko zetrzeć rozmazany makijaż, lekko go poprawiając. Po włączeniu telefonu, mimo, że spodziewałam się, że zadzwoni, wzięłam kilka głębokich wdechów, usiadłam na łóżku i z wahaniem odebrałam rozmowę video. Uśmiechał się, dawno nie widziałam go takiego i nie jestem w stanie przypomnieć sobie, żebyśmy kiedykolwiek gadali w taki sposób, po prostu jako przyjaciele, bez schodzenia na poboczne tematy czy... nieważne. W każdym razie, dziwnym sposobem już samo zobaczenie go niesamowicie poprawiło mi humor. Cała rozmowa była po prostu tak szczera i ciepła i byliśmy w stanie się wygłupiać i po prostu rozmawiać i to było tak dziwnie naturalne, jakbyśmy się zdzwaniali regularnie. Zdaliśmy sobie sprawę, że w zasadzie to znamy się już prawie 5 lat i jakimś cudem mimo tego, że potrafi zniknąć na parę miesięcy to kiedy wraca, gadamy jak gdyby nigdy nic się nie stało. Strasznie ciekawe zjawisko.
    Jedna rzecz, która najbardziej uderzyła mnie w tej sytuacji, to fakt, że koleś, który ma dziewczynę i jest ponad tysiąc kilometrów stąd, był w stanie wyjąć ze swojego dnia trochę czasu żeby zadzwonić do mnie, zaśpiewać mi Happy Birthday i po prostu poprawić humor i samoocenę, a facet, z którym podobno się przyjaźnię i podobno miało iść to w stronę związku, napisał mi rano krótkie życzenia i zniknął na resztę dnia. Dwóch dni, jeśli nie liczyć szybkiej wiadomości, po której nie było już nic. Myślę, że sporo to mówi. Może powinnam dać sobie spokój i pogodzić się z tym, że na razie nie znajdę sobie faceta, a na pewno nie takiego na dłuższy czas. I przestać gonić facetów, jak będą chcieli to sami przyjdą i zawalczą. Będę musiała przestać być uległa na jakiś czas. Bo jestem świetna i samo przyciągnięcie do siebie faceta nie jest trudne, ciężkie jest zatrzymanie go przy sobie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

22/01/22

08/02/22

07/05/2016