03/04/2019
Mam dość wszystkiego. Chociaż może to nie najlepsze określenie, bo nic nie czuję, nic mnie nie obchodzi, a jak już coś czuje to zazwyczaj jest to poczucie winy albo złość na samą siebie. Męczę się. Duszę się. Miewam myśli samobójcze. Próbuje się truć wszystkim co jest dostępne. Palę od 3 lat. Zwykłe nigdy mi nie smakowały, więc truję się albo mentolami albo smakowymi jak tylko je dopadam. Nie chcę wracać do cięcia się, bo było to dziecinne, ale czasem mi tego brakuje.
Coraz częściej czuję się jak śmieć, nic niewarte gówno bez którego wszystkim byłoby lepiej. Nienawidzę siebie. On chyba też mnie nienawidzi, za wszystko co kiedyś robiłam, za to jaka jestem, co mówię, jak się zachowuję, co umieszczam na instagramie. Za wszystko. Nie dziwię mu się. Boli mnie ,że to wszystko utknęło mu w głowie i że się boi, bo wiem, że to wszystko moja wina. I wiem, że mnie nie rozumie, ale prawda jest taka, że ja sama siebie nie rozumiem. Albo czasem jak coś mi się przypomni to jest to tak żałosne i wręcz zwierzęce, że nie chcę Mu tego mówić.
Boję się Go stracić. A jednocześnie wiem, że robię sobie krzywdę zostając przy Nim. Nie wiem dlaczego to robię. Nie pamiętam kiedy ostatni raz czułam się piękna. Nawet jak się staram to On wydaje się tego nie zauważać, albo jest w stanie spojrzeć na mnie jakby... z pogardą? A kiedy jestem z siebie dumna bo coś mi świetnie wyszło, On potrafi zgasić cały mój zapał i sprawić że czuję się zdegradowana do poziomu robala. Jestem jak dziecko, które przybiega do ojca z rysunkiem z którego jest dumne, a reakcja ojca to „no ok, ładne, ale dzieło sztuki to to nie jest, w sumie nic specjalnego”. I nawet jeśli słyszę od znajomych "wooow zajebiste", to jedyne co zostaje w głowie to Jego opinia.
Coś w mojej głowie nie przestaje powtarzać, że jestem niczym, że nie jestem wystarczająco zdolna, ładna, szczupła, mądra. A jak tylko On wspomina o mojej przeszłości to czuję się jakby cały mój organizm próbował się schować, wszystko się ściska, łzy napływają do oczu kiedy chcę coś powiedzieć, a głos w głowie mówi mi, że jestem szmatą, że On wolałby inną, że jestem zupełnie spierdolona na psychice. Może faktycznie jestem. Nie przestaję wątpić w siebie. Nieustannie mam to dziwne poczucie że wszystko robię źle, że mówię niewłaściwe rzeczy, że ON widzi mnie taką jaka byłam mając 15-16 lat.
Komentarze
Prześlij komentarz