12/07/2019
Przedostatni dzień kursu.
Cały wyjazd słyszę głupie żarty o tym, że "przespałam się" z kolesiem w Maroku i że jak głupia zrobiłam to bez gumki. Cieszę się tylko, że nie znają całej historii. Nikt w sumie nie zna, bo się jej wstydzę i za każdym razem jak ta scena pojawia mi się przed oczami to chcę umrzeć.
Mam dość. Chce mi się płakać, ale nie zrobię tego, bo po co, to przecież tylko emocje z okresu. Codzienne wytykanie mi faktu, że "poleciałam bez gumy" coraz bardziej mnie irytuje i dołuje, czuję się malutka, miażdżona jak robak. Dzisiaj szalę przeważył moment, w którym Ala zaczęła opowiadać tą historię przypadkowym dziewczynom z kursu, bo przecież inaczej nie zrozumieją żartu. Krzyknęłam na nią i schowałam się za obrazem próbując powstrzymać łzy. Bo wątpię żeby ktokolwiek był dumny z oddania pocałunku animatorowi i potem zostania przez niego zgwałconym.
To była najgorsza rzecz jaką dane mi było przeżyć. Do tej pory się za to nienawidzę. W tamtym momencie chciałam umrzeć, przestać istnieć. Wiem tylko że nigdy nie przestanę żałować oddania tego pocałunku, szczególnie znając to, co wtedy myślałam i co mną kierowało. A codzienne wytykanie mi tej historii i rozpowiadanie jej przez innych nie pomaga. Mimo że żarty są moją tarczą ochronną, to ten system zdecydowanie się tu obrócił przeciwko mnie.
Mam dość. Ludzi, siebie, życia. Czuję jak znowu wzbiera we mnie chęć skończenia tego wszystkiego. „Przypadkowe” wejście pod tramwaj czy pociąg wydaje się być bardzo kuszącą opcją na ten moment.
Komentarze
Prześlij komentarz