22/03/2020

Boję się, że zabraknie mi mnie dla mnie.


Za każdym razem oddaję drugiej osobie całą siebie, nawet nie będąc pewna czy tego chcą. Kiedy nie wychodzi, nie wracam do siebie w całości, jakaś cząstka mnie zostaje przy tej osobie i takim sposobem jest mnie coraz mniej i coraz bardziej się boję przywiązywać, bo wiem jak ciężko się to leczy. Zdecydowanie za łatwo przychodzi mi zakochiwanie się i z pewnością jestem zbyt ufna. Paradoksem jest to, że to ja pierwsza się zakochuję oddając całą siebie, ale też ja kończę te związki czy relacje, sama nie wiem jak to nazywać.

Ostatnio ciągle znajduję się w sytuacji kiedy ta druga osoba (lub obie strony) stwierdza, że nie chce określać tej relacji jako związek. Czy to przez fakt, że za mało się znamy, czy brak czasu, czy poprzedni związek, powodów można znaleźć masę. I w teorii mi to jak najbardziej odpowiada, sama rozumiem niechęć do związku i też nie chcę nikogo do niczego zmuszać ani w jakikolwiek sposób ograniczać wolności, ale mimowolnie i tak z mojej strony traktuję to jak związek, nie szukam innych opcji, tylnych bramek, planów B, C itd, nie bawię się uczuciami tej osoby i nie traktuję jej jak coś, co łatwo da się wymienić, bo tak nie jest.

Ale mimo wszystko muszę pamiętać, że to nie związek i że w zasadzie nie mam prawa być o cokolwiek zazdrosna, bo tak naprawdę ta druga osoba nie jest absolutnie niczym związana ze mną. I mimo moich wartości i przekonań nie mogę być pewna, że druga strona myśli tak samo.

Równie dobrze to ja mogę być opcją zastępczą i o tym nie wiedzieć. Już tak przecież kiedyś było, przy Danielu. I Olgierdzie. I Patryku kiedy w wakacje znowu ze sobą kręciliście i miałaś nadzieję co najmniej na seks, ale wrócił do swojej byłej. I Damianie, tym z Katowic, był twoją pierwszą wielką nastoletnią miłością, a ty nawet nie wiesz, którą z opcji byłaś, jaki miałaś numerek. I cholera, prawie każdy z nich ma jakąś cząstkę ciebie. Nie taką jak Andrzej czy Damian, ale jednak.

Jesteś głupia po raz kolejny wpuszczając faceta do swojego serca. I głupie jest zatracanie siebie dla niego. Po cholerę ci to. Znowu nie sypiasz po nocach próbując rozplątać kołtun walczących ze sobą myśli. I boisz się, i płaczesz uświadamiając sobie raz za razem, że już jesteś stracona i że to za szybko. I nagle nie jesteś już pewna czy na pewno tego chcesz. Przecież chciałaś, tylko jego chciałaś, nadal chcesz, ale uważasz, że to nie przetrwa. Czemu? Usłyszałaś parę razy jak krzyczy i od razu widziałaś jak mógłby tak krzyczeć na ciebie, a ty tego nie chcesz, to zbyt znajome i boisz się tego, serce ściska ci się kiedy podnosi głos.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

22/01/22

08/02/22

07/05/2016